Wszystko jest takie spokojne, a jednocześnie tak szalone. Kręcąc się w kółko, obijam się o okrągłe ściany beczki śmiechu. Tracę grunt pod nogami, ale podoba mi się. Nie wiem co będzie, i nie chce tego wiedzieć. Mówię i mówię w języku, którego sama nie rozumiem. Mówiłam cały wieczór i przy porannym cappuccino, ciągle mówię i nie umiem przestać, a może sama nie chcę. Cofam się, równocześnie idąc do przodu. Czegoś brakuje i chyba czegoś jest za dużo. Nie wiem co będzie za minutę i nie chcę planować, jest mi dobrze tak jak jest teraz,bez obowiązków, żyć i nie myśleć co będzie. Fajnie tak, ale nadchodzi tego koniec. Za chwilę będę musiała rozpocząć trud podjęcia jakieś decyzji, która może wszystko zmienić. Zmienić tak wiele.
Zimno, ale długi spacer wyszedł mi na dobre. Niektórzy ludzie nie powinni udzielać się, gdy w ogóle nie mają pojęcia o czym mówią. Wszyscy wiemy w czym jesteśmy dobrzy, i co kochamy robić, więc powinno nas się w tym wspierać, a nie jeszcze bardziej nas dołować.
Więc róbmy to, co chcemy i nie przejmujmy się opinią innych. Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz